Mimo licznych, podejmowanych uporczywie i jakże męczących prób zapanowania nad dręczącymi mnie obsesjami, przez lata nie udawało mi się osiągnąć spektakularnego, pozwalającego na spokojny sen sukcesu. Niektóre z zakorzenionych w okresie zarodkowym paranoi z czasem bladły i stawały całkowicie błahymi dziwactwami, inne w tym czasie przybierały na sile i opanowywały mój umysł do tego stopnia, że poddając się im miewałam nieodparte wrażenie obcowania z wariatem…

Pojawienie się Drugiej Żony Pierwszego Męża zapoczątkowało bolesny i głęboki rozłam w szeregach przyjaciół. Dyskutując przy kawie o potencjalnych przyczynach nagłego objawienia podzielili się na dwie zwalczające się zaciekle frakcje, co – z biegiem czasu i rozwojem wydarzeń – zaczęło grozić trwałą secesją Marty poza racjonalny nawias. O ile bowiem grono wietrzących podstęp bądź bezinteresowną nienawiść cyników było nad podziw liczne i spójne w argumentacji, o tyle romantyczne rojenia mojej drogiej przyjaciółki skazały ją na samotną krucjatę w obronie drewnianych korali…

Już od wczesnego dzieciństwa wiedziałam, że jestem jednoznacznie i poza wszelką wątpliwość hetero. I nawet jeśli nie znałam jeszcze wówczas skomplikowanej teorii preferencji seksualnych a używane potocznie określenia kojarzyły mi się wyłącznie z aktywnością fizyczną oraz podstawowym narzędziem kolarza, to z całą pewnością mogłam stwierdzić, że koledzy z klasy zajmują mnie znacznie bardziej od koleżanek…

Gabinet ginekologiczny zawsze kojarzył mi się ze średniowieczną salą tortur. Kiedy odziana w dziwaczną, jednorazową spódniczkę z fizeliny i ceratowe kapcie dreptałam na fotel, linia pleców pochylała się lekko a nogi pokrywały sinym, marmurkowym wzorem. Mijając rozłożone na tackach w kształcie nerek narzędzia, modliłam się w duchu, by skończyło się na wzierniku. Obok niego zawsze leżały jednak potworne w kształtach rozwieracze, zgłębniki, kleszcze, kulociągi i skrobaczki. Tuż obok, na osobnej rynience trwał w gotowości bojowej stetoskop ginekologiczny a za nim zestaw haków i hegarów odbijających się w ustawionych równym rzędem lustrach waginalnych. Wszystko wysterylizowane, błyszczące stalą i gotowe na ujawnienie mojego wnętrza przed uzbrojonym w lateksowe rękawiczki lekarzem.

Przez wiele lat miałam uzasadnione wątpliwości, czy aby na pewno jestem kobietą. Już we wczesnym dzieciństwie udało mi się wprowadzić babcię w stan głębokiego rozstroju, gdy ignorując pozostawione przez nią na stole szminki i fatałaszki bez wahania sięgnęłam po paczkę papierosów bez filtra i plując przyklejonymi do dwuletniego języka liśćmi tytoniu bawiłam się należącym do dziadka scyzorykiem.