Czytam i swym oczom nie wierzę. Pani Przybysz jadła leki na wrzody, bo pragnęła pozbyć się ciąży? Bo nie chciało jej się zmieniać mieszkania? Bo myślała z troską o innych? O partnerze, o dzieciach, o sobie? Serio? I dlatego staje teraz w proteście? Dlatego ubiera się w czernie, skanduje na ulicach, podpisuje społeczne petycje? Po to, by nie musieć się przeprowadzać? By uniknąć niewygód pakowania swoich rzeczy w kartony?

Reklamy

Mama Jaga

Pani Jadzia ma lat 38 i pracuje w reklamie. Nie to, żeby fakt ten miał jakieś doniosłe znaczenie. Ot, po prostu, w czasach, gdy zdawała maturę prawie wszyscy w jej klasie szli na marketing i zarządzanie. Jadzia też nie miała wtedy lepszego pomysłu, a że zawsze wiedziała, że jest nad wyraz śliczna i przebojowa, kierunek ten wydawał się idealny.

Kiedy wchodziła po raz pierwszy w mury uczelni wiedziała jedno: błyszczące okładki magazynów luksusowych i dynamiczne spoty Ex’clamat¡on stawały przed nią otworem. Teraz to ona mogła odrywać obcasy pod wpływem miętówek i to ją mężczyźni pragnęli zasypywać na ulicy kwiatami pod wpływem Impulsu. Przyszłość jawiła się atrakcyjnie, kolorowo, zasobnie i syto. A Jadzia? Jadzia była na to gotowa…

Jako dziecko posiadałam wszystkie adekwatne do wieku talenty z wyjątkiem gimnastycznego. Fikołki w przód i w tył doprowadzały mnie do zawrotu głowy, gwiazdy, szpagaty i stanie na rękach zdawały się być chorym urojeniem jakiegoś zwyrodniałego umysłu a skok przez skrzynię przez wiele lat budził mnie w nocy krzykiem przerażenia. W ogólniaku miałabym pewnie z wuefu pałę, gdyby nie kordialna pomoc Karoliny Piwońskiej – znanej z determinacji i siły w rękach – która jako jedyna z koleżanek była mnie w stanie unieść za stopy, postawić na głowie a potem przekonać panią profesor, że choć trzymana za kostki zrobiłam śirszasanę całkiem bez podtrzymywania…

W okresie późnojesiennym samice homo sapiens wpadają w stan zbliżony swymi zachowaniami do okresów godowych obserwowanych u innych gatunków ssaków. Bezdzietne i niepracujące żony swoich mężów oraz kobiety podpierające normalnie obwieszające ich ramiona dorodne samce o szerokich karkach odrywają się w tym okresie od swoich normalnych zadań i rozpoczynają okres miejskich migracji. W dużych skupiskach ludzkich, zwłaszcza na terenach urbanistycznych o wysokim zagęszczeniu, kierują się zwykle w stronę świateł, które bezbłędnie naprowadzają je na miejsca gdzie inni przedstawiciele gatunku homo sapiens oferują – w zamian za kawałki papieru lub okrągłe metalowe krążki – błyszczące paciorki, tanią acz kolorową konfekcję z rejonów o niższym poziomie rozwoju ewolucyjnego bądź też inne przedmioty o znikomej wartości użytkowej…

Prababka znana była w Galicji z czarów i mezaliansu. We wczesnej młodości – idąc po śladach Justysi z „Nad Niemnem” – dała rekuzę sławnemu z majątku wielbicielowi opiatów i na klepisku klepała biedę z zażywnym Piotrusiem-woźnicą. W jej opowieściach furman był pięknym mężczyzną o gęstej czuprynie i niespożytym libido, co babka wspominać raczyła z dziewczęcym chichotem i jednoznacznie rumianym policzkiem. Jej opowieści stały się wkrótce jedyną krynicą wiedzy o męskich walorach Piotrusia, bowiem nieborak…

Istnieją na świecie mężczyźni, o których powszechnie wiadomo, że mają rozliczne talenty i nic co ludzkie nie jest im obce. Tacy, co dom wybudują, ciasto upieką i drzewo zasadzą a każdy mebel w ich domu należy do ręcznie robionych. Geniusze w pracy, zaradni w biznesie, nieocenieni w plewieniu ogródka. Sprawdzeni w robotach domowych znawcy fizyki jądrowej. Spece, macherzy, eksperci. Garniturowi wbijacze gwoździ z habilitacją, patentem żeglarza i złotą płytą na koncie. Biegle znający kilka języków, rozpoznający po smaku kolejne roczniki szampana i zadziwiający znajomych łacińską nazwą przędziorka, którego oprysk realizują – rzecz jasna – samemu i z werwą godną dopłaty unijnej. Poszukiwani ze świecą w dłoni przez pożądające ich cnót kobiety i znienawidzeni przez mężczyzn, którym energii wystarcza zaledwie na zgrzewkę Tyskiego…

Lata mijają a mnie wciąż prześladuje koszmar. W przeróżnych miastach, miejscach, kawiarniach przeżywam ciągle tą samą udrękę. Twarze przede mną zmieniają się we śnie ale uczucie jest ciągle to samo. I równie podobna rozmowa. Budzę się z krzykiem oblana potem. Znów śniła się pierwsza randka. Z mężczyzną znanym lub całkiem mi obcym lecz zawsze z tym samym poczuciem: zmarnowanego czasu…