Prababka znana była w Galicji z czarów i mezaliansu. We wczesnej młodości – idąc po śladach Justysi z „Nad Niemnem” – dała rekuzę sławnemu z majątku wielbicielowi opiatów i na klepisku klepała biedę z zażywnym Piotrusiem-woźnicą. W jej opowieściach furman był pięknym mężczyzną o gęstej czuprynie i niespożytym libido, co babka wspominać raczyła z dziewczęcym chichotem i jednoznacznie rumianym policzkiem. Jej opowieści stały się wkrótce jedyną krynicą wiedzy o męskich walorach Piotrusia, bowiem nieborak…

Istnieją na świecie mężczyźni, o których powszechnie wiadomo, że mają rozliczne talenty i nic co ludzkie nie jest im obce. Tacy, co dom wybudują, ciasto upieką i drzewo zasadzą a każdy mebel w ich domu należy do ręcznie robionych. Geniusze w pracy, zaradni w biznesie, nieocenieni w plewieniu ogródka. Sprawdzeni w robotach domowych znawcy fizyki jądrowej. Spece, macherzy, eksperci. Garniturowi wbijacze gwoździ z habilitacją, patentem żeglarza i złotą płytą na koncie. Biegle znający kilka języków, rozpoznający po smaku kolejne roczniki szampana i zadziwiający znajomych łacińską nazwą przędziorka, którego oprysk realizują – rzecz jasna – samemu i z werwą godną dopłaty unijnej. Poszukiwani ze świecą w dłoni przez pożądające ich cnót kobiety i znienawidzeni przez mężczyzn, którym energii wystarcza zaledwie na zgrzewkę Tyskiego…

Lata mijają a mnie wciąż prześladuje koszmar. W przeróżnych miastach, miejscach, kawiarniach przeżywam ciągle tą samą udrękę. Twarze przede mną zmieniają się we śnie ale uczucie jest ciągle to samo. I równie podobna rozmowa. Budzę się z krzykiem oblana potem. Znów śniła się pierwsza randka. Z mężczyzną znanym lub całkiem mi obcym lecz zawsze z tym samym poczuciem: zmarnowanego czasu…

Schyłek lata wraz z policyjną akcją „bezpieczny powrót” zagęściły powierzchnię biurową i przypomniały nam twarze dawno nie spotykanych kolegów. Ci, powróciwszy do pracy po długich tygodniach wywczasów, skupiali się teraz na plotkach, pogłoskach i famach licząc zapewne, że pod ich nieobecność świat zadrżał w posadach i wszystko zmieniło się nie do poznania…

Praca w międzynarodowej renomy wydawnictwie miesięczników znanych i uchodzących za luksusowe od samych swoich początków zaoferowała mi niezliczone możliwości rozwoju osobistego i zawodowego a obcowanie z koryfeuszami polskiej sceny rozrywkowej stanowiło najmniejszy zaledwie spośród wszystkich bonusów. Oprócz bowiem imprezowego froteryzmu z celebrytami, szans na podziwianie niezwykłej urody i szyku krążących po salonach gwiazd oraz cennych momentów w towarzystwie podnoszących status akcesoriów, moje życie wypełniać zaczął pełen literackich popisów papier. O gramaturze nie mniejszej niż sto dwadzieścia…