Jako dziecko posiadałam wszystkie adekwatne do wieku talenty z wyjątkiem gimnastycznego. Fikołki w przód i w tył doprowadzały mnie do zawrotu głowy, gwiazdy, szpagaty i stanie na rękach zdawały się być chorym urojeniem jakiegoś zwyrodniałego umysłu a skok przez skrzynię przez wiele lat budził mnie w nocy krzykiem przerażenia. W ogólniaku miałabym pewnie z wuefu pałę, gdyby nie kordialna pomoc Karoliny Piwońskiej – znanej z determinacji i siły w rękach – która jako jedyna z koleżanek była mnie w stanie unieść za stopy, postawić na głowie a potem przekonać panią profesor, że choć trzymana za kostki zrobiłam śirszasanę całkiem bez podtrzymywania…

Złożona mi przez Grażynę wizyta – o kryminalnej propozycji nie wspominając – wprawiła mnie w długotrwały stan umysłowej katatonii. Moje myśli kłębiły się niczym gęste opary czadu w dworcowej budce z kebabem a ambiwalencja uczuć przerastała wszystko, co było mi dane dotąd przeżyć dzięki uprzejmej socjopatii rozlicznych „eksmężów”…

Zgodnie ze wszystkimi przepowiedniami cynicznych znajomych życie po ślubie miało stać się niekończącym pasmem katuszy, udręk i rozterek, prowadzących w efekcie do trwałego rozkładu pożycia, rozstroju nerwowego oraz upadku dotychczasowych więzi społecznych. W wyniku tego pochopnego kroku mieliśmy z Maćkiem skończyć jako para nudziarzy w rozczłapanych kapciach i tiszertach od Hilfigera, którzy kuchnię tajską zamienią na pożywną karkówkę z grilla i obrastając niemowlęcym tłuszczem będą spędzać wieczory na wspólnym oglądaniu polskich seriali oraz ustalaniu dni płodnych celem efektywniejszej prokreacji…

Nigdy nie byłam przesadną fanatyczką aktywności fizycznej i sportu uznając pocenie za czynność wysoce nieestetyczną i w pewnym sensie niestosowną. Osobniki zziajane, pokryte lepką warstwą cuchnącej substancji, o posklejanych wysiłkiem włosach i rozszerzonych porach odstręczały mnie swoją nachalną fizycznością i przyprawiały o mdłości. I o ile mogłam usprawiedliwić taki stan rzeczy ciężką pracą, o tyle dobrowolne wyduszanie z siebie potu wydawało mi się całkowicie pozbawione sensu i estetycznej sublimacji…