Agnieszkę i Tomka znałam od lat i przez cały ten czas starałam trzymać w ukryciu przed pozostałymi znajomymi, by uniknąć niezręcznych pytań, indagacji i przesłuchań na okoliczność naszej przyjaźni. Gdy tylko zdarzyło mi się bowiem zaprosić ich na organizowane w domu przyjęcie, czy nawet zwykłą kolację w szerszym gronie, natychmiast stawali się obiektem powszechnego zainteresowania a – po wyjściu – licznych obmów i komentarzy. I choć z początku sądziłam, że otaczający mnie single zieją zwykłą zazdrością na widok trwającej w związku pary, to z czasem, gdy wszyscy wokół zaczęli powoli normalizować swój stan cywilny i nie mogli być już podejrzewani o bezinteresowną zawiść, jasnym stało się, że z Gwiazdami rzeczywiście coś jest nie tak…

Kiedy Dyrektor Wielicki zadzwonił z niecierpiącym zwłoki żądaniem spotkania, napomykając w tle o swojej ostatniej wizycie u Danki, od razu wiedziałam, że sprawę należy traktować jako najwyższej wagi i o żadnych wykrętach i zasłanianiu się pracą mowy być nie może. Danka była ulubioną tarocistką Wielickiego, do której zwracał się o pomoc i radę przy większości swoich biznesowych przedsięwzięć, u której konsultował swoje zagraniczne eskapady i która nieomylnie przewidywała kolejne rozpady jego rysujących się w kryształowej kuli związków. I choć Dyrektor Wielicki od lat zatrudniał szeroki sztab osobistych wróżbitów, specjalistów od aury i nadświadomości, zielarzy, kuglarzy i hochsztaplerów, to nigdy nie zdawał się na ich ocenę, jeśli nie była ona zgodna z podpowiedzią szeptaną mu przez własne trzewia…

Już od wczesnego dzieciństwa wiedziałam, że jestem jednoznacznie i poza wszelką wątpliwość hetero. I nawet jeśli nie znałam jeszcze wówczas skomplikowanej teorii preferencji seksualnych a używane potocznie określenia kojarzyły mi się wyłącznie z aktywnością fizyczną oraz podstawowym narzędziem kolarza, to z całą pewnością mogłam stwierdzić, że koledzy z klasy zajmują mnie znacznie bardziej od koleżanek…

Dwa tygodnie po tym, jak poznałam Maćka Marta wparowała do mojego gabinetu z nową fryzurą i równie świeżym zestawem plotek:

– Byłam u fryzjera! – krzyknęła od progu i dwoma susami dotarła do stojącego po drugiej stronie biurka fotela. – Wiem wszystko!

Oderwałam się od monitora i skupiłam na niej uwagę wiedząc doskonale, że przynoszone od fryzjerów plotki należą zawsze do najsmakowitszych w mieście.