Wieprzowina z kością

Przyłapuję się na tym, że od ponad miesiąca odpowiadam wciąż na te same, powtarzające się jak mantra pytania. Czy „Hodowca świń” jest zapisem moich osobistych doświadczeń? Czy pisząc go czerpałam garściami z otaczającej mnie rzeczywistości? Czy mam swój odpowiednik w powieści, a jeśli tak, to który z bohaterów jest zamaskowaną mniej lub bardziej skrzętnie Zacharzewską? Czy rzeczywiście jest tak, że zespoły zarządzające firm – nie tylko wędliniarskich – chodzą ubroczone po uda w posoce zakatowanych katorżniczą pracą podwładnych? Czy korpoświat jest niczym więcej niż opanowanym przez świnie orwellowskim folwarkiem?

Wystarczy! Dość! Ani słowa więcej! Dziś nie będzie szpiegowskich poszukiwań domniemanych kontekstów ani prób udowodnienia, że nie jestem dromaderem. Dziś nie będzie dwuznaczności. Czysta prawda.

Rok temu, gdy usiadłam po raz pierwszy w gabinecie i zaczęłam myśleć o powieści, nie miała ona nic wspólnego z korpoświatem. Ten pojawił się później, jako wypadkowa oraz tło dla fenomenu, który interesował mnie znacznie bardziej niż manewry społeczne w biznesie: psychopaty.

Na pewno każdy z Was oglądał wielokrotnie „Milczenie owiec”. Wielu zna również „Hannibala”. Pełnometrażowego i tego serialowego. Większość z Was darzy go bez wątpienia sympatią. Ostatecznie, mimo całej swej brutalności jest przecież pełnym magnetycznego uroku, błyskotliwym i wybitnie inteligentnym bohaterem. Ma styl, charme i obycie. Uwodzi celnością ripost, fascynuje znajomością sztuki, ujmuje manierami. I choć nie do końca chcielibyśmy posmakować jego kuchni, to nawet ona fascynuje nas i przyciąga. Wysublimowaną finezją sosów i marynat, aromatem ziół i kunsztowną zastawą, która przemienia stół Lectera w dzieło sztuki godne flamandzkich mistrzów pędzla.

Nie jest tak?
Jasne, że jest.

Wszyscy uwielbiamy Hannibala. Wszyscy mu ulegamy i jak jeden mąż wierzymy w głębi serca, że psychopata to niebezpieczny a równocześnie charyzmatyczny człowiek. Osoba, od której trudno oderwać spojrzenie. Której nie da się nie podziwiać.

Chcecie znać prawdę?

Otóż nie ma nic bardziej mylnego niż zaprezentowana przed momentem diagnoza. Thomas Harris stworzył fascynującą, lecz kompletnie nierzeczywistą postać. Hannibal nie istnieje. Jest niczym więcej jak mitologicznym stworem. Zniewalającym, lecz papierowym superbohaterem, któremu kultura masowa nadała twarz Anthony’ego Hopkinsa i Madsa Mikklesena przekonując nas tym samym, że w jego żyłach tętni krew pompowana przez zdeprawowane acz ludzkie serce. Brutalna prawda jest jednak taka, że Lecter nie miał się prawa narodzić, bo całym sobą przeczy wszystkim wynikom badań nad psychopatią, jakie kiedykolwiek zostały przeprowadzone.

Jaki zatem jest psychopata?

Przeciętny.
Tak, w każdej mierze przeciętny.

Ma średnie IQ i nie należy do przystojniaków. Nie może się pochwalić ani wyższym wykształceniem ani nawet szczególnym obyciem. Czasem aspiruje, to prawda, lecz jego wysiłki są niczym więcej jak nieudolną próbą kamuflażu. Niewątpliwie jest za to narcyzem. Skupionym na sobie oraz własnej wygodzie. Zabije, jeśli uzna, że pomoże mu to osiągnąć własne cele, lecz bynajmniej się do tego nie kwapi. Bo i po co właściwie, skoro natura pozbawiła go empatii a wyposażyła w zamian w umiejętność gładkiego kłamstwa? Wystarczy, by uśmiechał się szeroko, manipulował i rozgrywał. By traktował swoje otoczenie instrumentalnie nie przekraczając przy tym subtelnej granicy oporu. By tworzył wokół siebie pozór towarzyskiego uroku, który zjedna mu środowisko i pozwoli je wykorzystać.

W przeciwieństwie do Lectera prawdziwy psychopata nie odracza przyjemności w czasie, bo zwyczajnie tego nie potrafi. Nie marynuje tygodniami ofiary, by jej mięso stało się bardziej kruche. Chce się najeść tu i teraz. Natychmiast i zawsze do syta. Gdy nie otrzymuje tego, czego pragnie, wpada w złość. Jego impulsywność jest przerażająca a niezdolność planowania poza dzień jutrzejszy legendarna. Całe jego życie to seria skoków po kolejne, nadające się do błyskawicznej konsumpcji nagrody. Jest przecież wyjątkowy i zasługuje na to, co dla niego najlepsze. A że idzie po trupach do celu? Cóż z tego? Przecież poczucie winy to nic więcej jak tylko figura retoryczna. Niezrozumiała koncepcja, której znaczenia nie jest w stanie pojąć. Podobnie jak współczucia, litości, moralności, sumienia czy innych bzdetów, które reszcie świata zdają się zaprzątać głowy. W sumie dla niego lepiej, że tak jest, bo gdyby nie to, że otaczająca go banda frajerów ulega tym dziwnym skrupułom, miałby w życiu trudniej. I z pewnością bardziej nerwowo.

Kim jest ofiara psychopaty?

W idealnym scenariuszu osobą o wszystkich cechach, których jemu brak. Wykształciuchem o dobrych manierach i wypracowanych wychowaniem skrupułach. Frajerem, który przejmuje się tym, co „wypada”. Wrażliwym idiotą, któremu przez myśl nie przechodzi, że ktoś może nie podzielać jego empatii, zasad moralnych i odpowiedzialnego stosunku do świata. Z reguły również osobą wyzbytą umiejętności dosadnego artykułowania sprzeciwu. Bezradną w konfrontacji z brutalną, pozbawioną finezji i krzty człowieczeństwa bezwzględnością.

Gdzie w tym wszystkim „Hodowca świń”?

Otóż w zamiarze, jaki przyświecał mi od początku: demitologizacji Lectera. Pokazaniu prawdziwego oblicza psychopaty i skonfrontowania go z rzeczywistymi ofiarami.

Tak właśnie powstał Rafał Tusza. Narcystyczny prostak odcinający kupon od „frajerstwa” swojego otoczenia. Wolny od skrupułów, bezwzględny i w niczym nie przypominający Hannibala cham, który troszczy się wyłącznie o siebie. Który otacza się ludźmi przewyższającymi go pod każdym względem nie dlatego, że docenia ich inteligencję, wykształcenie czy klasę, ale z bardzo pragmatycznych pobudek. Bo zarabiają dla niego pieniądze, a pieniądze dają mu władzę.

Tusza wylądował na mojej tablicy korkowej jako pierwszy. Zyskał twarz Mickey’go Rourke’a i jego krępą sylwetkę. Zamieszkał w ostentacyjnie urządzonej posiadłości pełnej złoceń, marmurów, kryształów. Po krótkim namyśle dostał też bentleya, służbę i żonę.  A gdy już stał się postacią z krwi i kości, wyrwał się spod mocujących go do korka pinezek, przejrzał się w lustrze i zadowolony z siebie rozpoczął casting pozostałej obsady. A raczej rekrutację podwładnych…

 

Hodowca Świń_TUSZA

„Hodowca świń” już do kupienia w empiku

Zdjęcie Madsa Mikkelsena jako serialowego Hannibala: (c) Robert Trachtenberg/NBC
Zdjęcia Micky’ego Rourke’a: PressroomVIP

Reklamy