Rzeźnik z Alaski

Budował napięcie z mikroskopijnych okruchów grozy, które rozsiewał po całym terenie niczym dzieci znaczące drogę  w bajkach czytanych w dzieciństwie. Doceniała jego metodę, wiedząc, że jest znacznie bardziej skuteczna niż prosta napaść, na jaką zdecydowałby się mniej finezyjny przeciwnik. Kempy nie interesowała brutalna przemoc fizyczna. Pragnął dla nich niewidocznej gołym okiem udręki. Narastającej, wymykającej się spod kontroli histerii. Zaciskającej się na ich przeponach niczym ściągnięty zbyt mocno gorset.

Była pewna, że obserwował je w momencie, gdy Anka pochylała się nad koszem hiacyntów i słyszał jej paniczny krzyk, kiedy wbiegła do domu. Musiał to widzieć. Inaczej cała zabawa nie miałaby sensu. Nagrodą za trud, który wkładał w swoją psychopatyczną zabawę, nie były rojenia o ich strachu, lecz napawanie się jego widokiem. Może nawet utrwalanym na zdjęciach albo rejestrowanym kamerą. Przebiegła myślami po prowadzonych przez siebie sprawach, lecz żadna z nich nie kojarzyła się z tym, co fundował im Kempa. Teczki, które trafiały na jej biurko, pełne były przypadków przemocy domowej, gwałtów, bijatyk, rzadziej morderstw. Wszystkie te sprawy były jednak pozbawione finezji i w niczym nie przypominały skomplikowanych śledztw, które pokazywano w amerykańskich filmach o seryjnych mordercach. Tak, musiała to przyznać: Przemek nie działał jak kierowany impulsem czy chęcią zysku rzezimieszek ze Szmulek.

Działał niczym Zodiak, Hansen lub Watts
– podniecony polowaniem na swoje ofiary, poszukujący emocji płynących z wywoływanego przez siebie terroru, obserwujący je godzinami i odraczający moment, w którym zakończy ich życie, bo to ostatecznie kończyło zabawę.
Podobnie jak tamci, on też ekscytował się lękiem, jaki budził w ofiarach.
Jeśli wciąż jeszcze przekonywał samego siebie, że robi to z innych pobudek niż uwielbienie dla strachu, to kwestią czasu był moment, gdy przestanie się okłamywać i zapragnie czegoś więcej niż samej tylko obserwacji wywoływanego popłochu.

Żałowała, że nie jest w domu, gdzie pośród zgromadzonych w biurku rupieci, trzymała teczkę pełną wycinków na temat Hansena. W czasach studenckich był jednym z jej ulubieńców. Jego metoda działania przemawiała do wyobraźni, a myśl, że polował na wypuszczane w lasach Alaski ofiary niczym na dzikie zwierzęta, sprawiał, że wzdrygała się za każdym razem, gdy wspominała te mordercze igrzyska. Nie wracała do jego historii od lat, bo praca w prokuraturze pełna była znacznie prostszych przypadków. W Polsce szalejących po lesie psychopatycznych myśliwych jak dotąd nie było.

Kempa był w wielu aspektach podobny do rzeźnika z Alaski.
Podobnie jak on nie grzeszył urodą i była pewna, że w szkole też był przedmiotem drwin rówieśników. Był równie chudy i tak samo jak Hansen nie mógł znieść odrzucenia. Przekonany, że ludzie, dla których jego aparycja jest wstrętna, zasługują na to, by ich ukarać.

Przebiegła myślami przez biografię rzeźnika i przypomniała sobie, że pierwszym przestępstwem, za które został skazany, było podpalenie garażu w ramach zemsty za szyderstwa okolicznych mieszkańców. Czy Przemek miał w swoim życiu podobny incydent? Czy był w jego historii podobny mechanizm spustowy, po którym każda kolejna decyzja była już tylko naturalną konsekwencją wcześniejszych wydarzeń? Może tym momentem był rozwód, a może pragnienie odwetu pojawiło się znacznie wcześniej? Jeśli cokolwiek uruchomiło w nim tę potworną spiralę, to z pewnością uznawał to wydarzenie za przełom. Był z niego dumny i chełpliwie opowiadał szczegóły znajomym, którzy brali jego wywody za jedną z wyssanych z palca anegdot. Przypomniała sobie opowieść o dzieciaku w płonącej ambonie i skupiła na jej wszystkich detalach. Czy ta historia wydarzyła się naprawdę? Czy to o nią chodziło? A może początek był inny? Pełen gołębi z połamanymi skrzydłami, żab przebijanych szpikulcem lub kocich ogonów płonących niczym żywe pochodnie? Może jego opowieści o rozkładających się zwłokach były tak obrazowe właśnie dlatego, że proces organicznego rozkładu znał doskonale z autopsji?

Zaszyta w rogu kanapy udawała, że czyta, lecz jej myśli dryfowały po otaczającym je lesie, a wyobraźnia podsuwała kolejne makabryczne obrazy. Wcześniej nie miała takich skojarzeń, przekonana, że Kempa jest jednym z tych wielbicieli, którzy nie przyjmują odmowy i dręczą obiekty swych uczuć w przekonaniu, że uda im się w końcu zdobyć wybrankę. Jeśli nie siłą patologicznej miłości, to żelazną determinacją. Siedząc tu teraz, zaczynała dochodzić do wniosku, że w jego działaniach kryło się coś więcej. Chora namiętność do Anki była jedynie pretekstem. Kempie nie chodziło o zdobycie kobiety ani nawet o intymne zbliżenie. Seks nie był tym, co podniecało go najbardziej.

Polowanie było cenniejsze niż szybkie pokonanie ofiary.
Im dłużej trwało, tym większą satysfakcję osiągał.

A to, że próbowała z nim walczyć, dodatkowo podsycało chęć dominacji. Owszem, był wściekły, gdy spuszczone ze smyczy psy dopadły go w końcu przed domem, lecz z drugiej strony fakt, iż Ania podjęła zabawę, musiał go również zachęcić. Rozpalał i popychał do dalszego działania. Czynił z ofiary przeciwnika, z którym warto było się zmagać. Sprawiał, że zwycięstwo jawiło się teraz jako znacznie bardziej godne zdobycia.

 

 

wiem-co-zrobilas-b-iext43917684

 

Fragment powieści: Wiem, co zrobiłaś
2016 © Anna Zacharzewska
Wydawnictwo Pascal

przeczytaj inny fragment
kup online

 

Reklamy