Czytam i swym oczom nie wierzę. Pani Przybysz jadła leki na wrzody, bo pragnęła pozbyć się ciąży? Bo nie chciało jej się zmieniać mieszkania? Bo myślała z troską o innych? O partnerze, o dzieciach, o sobie? Serio? I dlatego staje teraz w proteście? Dlatego ubiera się w czernie, skanduje na ulicach, podpisuje społeczne petycje? Po to, by nie musieć się przeprowadzać? By uniknąć niewygód pakowania swoich rzeczy w kartony?

Reklamy

Wysunęła dłoń i poczuła na opuszkach palców delikatne drżenie powiewu. Pachniało rosą, ale zapach ten uchwytny był tylko przez moment. Już po chwili rozmywał się w chemicznym fetorze środka do mycia podłóg, którym jakaś ubrana w brązowy sweter i poplamiony fartuch kobieta zmywała o świcie posadzkę, słodkiej woni tanich perfum, którymi pacjentka z łóżka obok skrapiała swoją pościel, mrucząc przy tym pod nosem jakieś magiczne zaklęcia, oraz ciągnącym z korytarza odorze szpitalnego jedzenia.

Działał niczym Zodiak, Hansen lub Watts – podniecony polowaniem na swoje ofiary, poszukujący emocji płynących z wywoływanego przez siebie terroru, obserwujący je godzinami i odraczający moment, w którym zakończy ich życie, bo to ostatecznie kończyło zabawę. Podobnie jak tamci, on też ekscytował się lękiem, jaki budził w ofiarach. Jeśli wciąż jeszcze przekonywał samego siebie, że robi to z innych pobudek niż uwielbienie dla strachu, to kwestią czasu był moment, gdy przestanie się okłamywać i zapragnie czegoś więcej niż samej tylko obserwacji wywoływanego popłochu.

Zaburzenia snu stają się poważną zmorą naszych czasów. Ja na ten przykład potrafię się przebudzić przed świtem i dręczona lękiem o losy świata nie mogę zasnąć do rana. Wstaję wówczas z łóżka, krążę po domu, wychodzę na taras, kończę kolorować rysunki córki, roztrząsam ważkie problemy. Takie jak pokój na świecie, zagrożenia ekologiczne albo skuteczna kuracja na toczeń.

Już wkrótce kolejna powieść! Thriller psychologiczny będący kontynuacją „Witaj w domu, kochanie!”.

Będzie jeszcze mroczniej niż dotąd a niewinni – zdawałoby się – bohaterowie zaczną ujawniać swoje prawdziwe, pozbawione lukrowanych masek oblicza. Jeśli zatem nie zdążyliście dotąd przeczytać „Witaj w domu”, spieszcie się! Ta historia nie może się skończyć tak łatwo…

Anna Zacharzewska
"Pod wpływem morfiny znikają wszelkie wrażenia bólowe, uczucie głodu, zmęczenia oraz pamięć i świadomość przykrych przeżyć. W następstwie tego pojawia się stan odprężenia i błogości przy równoczesnym braku upośledzenia procesów myślowych i czynności ruchowych. Pacjent znajduje się w stanie euforycznym, cechuje go pozytywne nastawienie do otoczenia, szczerość oraz brak stanów lękowych."