Od dłuższego czasu Goran był dla mnie postacią legendarną. Mężczyzną, którego zbudowałam sobie na kształt i podobieństwo cygańskich gangsterów Kusturicy. Facetem o bałkańskiej duszy uwięzionym w tanim i zbyt obszernym garniturze, jaki wybierają zwykle inżynierowie. Człowiekiem równie tragicznym co zabawnym, nałogowo niezaspokojonym i całkowicie niezdolnym do zrobienia czegokolwiek, co mogłoby zachwiać jego – bezpiecznym w gruncie rzeczy – światem.

Rozwód ma, jak się okazuje, swoje plusy: po nim nikt już nie wiąże z twoim życiem osobistym żadnych oczekiwań. Rodzina pogodzona jest z faktem, że w życiu ci nie wyszło, że dzieci i wnuków nie będzie i że większość tematów należy przy tobie traktować jako zakazane. ‚Ocenzurowano z troski o dalikatną tkankę emocjonalną samotnej trzydziestoparolatki’.