Nigdy nie byłam przesadną fanatyczką aktywności fizycznej i sportu uznając pocenie za czynność wysoce nieestetyczną i w pewnym sensie niestosowną. Osobniki zziajane, pokryte lepką warstwą cuchnącej substancji, o posklejanych wysiłkiem włosach i rozszerzonych porach odstręczały mnie swoją nachalną fizycznością i przyprawiały o mdłości. I o ile mogłam usprawiedliwić taki stan rzeczy ciężką pracą, o tyle dobrowolne wyduszanie z siebie potu wydawało mi się całkowicie pozbawione sensu i estetycznej sublimacji…
obsesja
Mimo licznych, podejmowanych uporczywie i jakże męczących prób zapanowania nad dręczącymi mnie obsesjami, przez lata nie udawało mi się osiągnąć spektakularnego, pozwalającego na spokojny sen sukcesu. Niektóre z zakorzenionych w okresie zarodkowym paranoi z czasem bladły i stawały całkowicie błahymi dziwactwami, inne w tym czasie przybierały na sile i opanowywały mój umysł do tego stopnia, że poddając się im miewałam nieodparte wrażenie obcowania z wariatem…