Mama Jaga

Pani Jadzia ma lat 38 i pracuje w reklamie. Nie to, żeby fakt ten miał jakieś doniosłe znaczenie. Ot, po prostu, w czasach, gdy zdawała maturę prawie wszyscy w jej klasie szli na marketing i zarządzanie. Jadzia też nie miała wtedy lepszego pomysłu, a że zawsze wiedziała, że jest nad wyraz śliczna i przebojowa, kierunek ten wydawał się idealny.

Kiedy wchodziła po raz pierwszy w mury uczelni wiedziała jedno: błyszczące okładki magazynów luksusowych i dynamiczne spoty Ex’clamat¡on stawały przed nią otworem. Teraz to ona mogła odrywać obcasy pod wpływem miętówek i to ją mężczyźni pragnęli zasypywać na ulicy kwiatami pod wpływem Impulsu. Przyszłość jawiła się atrakcyjnie, kolorowo, zasobnie i syto. A Jadzia? Jadzia była na to gotowa…

Jako dziecko posiadałam wszystkie adekwatne do wieku talenty z wyjątkiem gimnastycznego. Fikołki w przód i w tył doprowadzały mnie do zawrotu głowy, gwiazdy, szpagaty i stanie na rękach zdawały się być chorym urojeniem jakiegoś zwyrodniałego umysłu a skok przez skrzynię przez wiele lat budził mnie w nocy krzykiem przerażenia. W ogólniaku miałabym pewnie z wuefu pałę, gdyby nie kordialna pomoc Karoliny Piwońskiej – znanej z determinacji i siły w rękach – która jako jedyna z koleżanek była mnie w stanie unieść za stopy, postawić na głowie a potem przekonać panią profesor, że choć trzymana za kostki zrobiłam śirszasanę całkiem bez podtrzymywania…