Podróżowanie z Maćkiem nigdy nie było proste. Na co dzień zupełnie nie odczuwałam dzielącej nas różnicy, ale gdy tylko docieraliśmy na lotnisko ogarniała mnie panika i dziecięce rozkojarzenie – jakby każda kolejna podróż z nim miała być dla mnie tą pierwszą. On prostował się i szedł energicznie, ja dreptałam w tyle podśmiechując się czasami, że powinien opatrzyć mnie jaskrawym paskiem „priority” i kazać załadować do luku jako bagaż podręczny.